poniedziałek, 5 grudnia 2011

One, Two, Three Look at Me



ELECTRONIC BEATS FESTIVAL, SOHO FACTORY, WARSZAWA 2.12.11

Kiedy myśleliśmy, że sezon festiwalowy skończył się na dobre okazało się, że czeka na nas jeszcze jedna niespodzianka. Po latach oczekiwań znany w całej europie Electronic Beats Festival w końcu zawitał nad Wisłę, a konkretnie nad jej prawy brzeg. Tak więc początek najmniej festiwalowego miesiąca rozpoczęliśmy na pierwszej edycji imprezy w praskim SOHO Factory.

Po doświadczeniach z odbywającym się w tym miejscu półtora miesiąca wcześniej Free Formem na piątkowy wieczór przygotowaliśmy się jak na wyprawę na biegun. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Było o wiele cieplej, a impreza odbywała się w jednej hali.

Rozpoczęty przez Zolę Jesus wieczór potwierdził kilka prawd. Po pierwsze, faworyci potrafią zawodzić. Wyczekiwana w Polsce od dwóch płyt Zola, która wydawała się murowanym pewniakiem każdej imprezy, w piątek wypadła dość blado (i to nie tylko wizualnie). Jest to o tyle dziwne, że w porównaniu z płytami artystka dała prawdziwy popis aranżacyjny i miejscami niebezpiecznie wręcz zbliżała się do prekursorki takiego grania - Kate Bush. Problemem było chyba jednak otoczenie i nagłośnienie. Zespół giął się i miął, ale za nic nie umiał stworzyć nawet odrobiny magii, co było dla nas kompletnym zaskoczeniem, bo w końcu klimat i atmosfera to w przypadku Zoli tak oczywiste atuty jak wyjście z progu u Małysza. Zawiniła chyba logistyka, ogromna zimna hala ze skandalicznie beznadziejnym nagłośnieniem to nie najlepsze miejsce na taką muzykę. Następnym razem życzymy sobie pannę Jesus zobaczyć w kościele.

To co działo się pomiędzy koncertami potwierdziło prawdę numer dwa. Najlepsze imprezy są w strefie gastro. Czas poświęcony na zmianę backline’u umilaliśmy sobie tanimi, ale kiepskimi drinkami w plastikowych kubeczkach i całkiem zjadliwym piwem. Słabą jakość procentów rekompensował bezimienny DJ, który nieustraszenie mierzył się z największymi gwiazdami niezalu i kręcił alternatywną imprezę na prawdziwie światowym poziomie. Brawa dla tego pana za genialny miks disco, old school i indie hiciorków.

Prawdę numer trzy potwierdził Wiley. A brzmi ona tak: „czarni rządzą i dzielą w muzyce, dziękuję dobranoc”. Właściwie nie musielibyśmy dodawać nic więcej. Nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami ani znawcami hip hopu, ale tego wieczoru to ojciec chrzestny grime był dla nas największą gwiazdą. Luz, flow, groove, niesamowita improwizacja i świetny kontakt z publiką. Nawet miernie nagłośnienie nie ukradło artystom tego show. Cuda zaczęły się dziać po głównej części, kiedy po zapaleniu świateł publika wymusiła ich zgaszenie a następnie spontaniczny bis zakończony niesamowitym solowym popisem dj’a. Kto nie widział z jaką nonszalancją duet wrócił na scenę, chyba do końca nie zrozumie tego, co się wydarzyło.

Wieczór dla nas zakończyli The Drums. Nasi znajomi mieli okazje widzieć ich już w tym sezonie na kilku różnych imprezach i nie wypowiadali się zbyt pozytywnie o formie koncertowej zespołu. My darujemy sobie ocenę, bo koszmarne nagłośnienie i okropna głośność sprawiły, że już po zaledwie dwóch piosenkach stwierdziliśmy, że zamiast męczenia uszu wybieramy fajnego pana DJ i kolejnego niesmacznego drinka.

Kilka łyków i pierwsza edycja Electronic Beats jest już historią. Historią fajną, z której, mamy nadzieję, parę osób wyciągnie morał. Organizatorzy - że nie ma sensu ładować się w płacenie kasy SOHO za coś, czego nie da się tolerować. SOHO - że aby liczyć się na stołecznej mapie imprezowej trzeba zwolnić akustyka albo zainwestować w sprzęt. A konkurencja - że da się zrobić tanią i świetnie pomyślaną imprezę o każdej porze roku. Czekamy na niespodzianki za rok!

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nie byłem na EB ale byłem za to na FFF i muszę przyznać że nagłośnienie w SOHO jest fatalne.

megique pisze...

na FreeFormie nagłośnienie było tragiczne, ale na Electronic Beats się postarali i moim zdaniem zdaniem wyciągnęli z tej sali wszystko co się dało.

Anonimowy pisze...

Jako wielka fanka Zoli mogę z ręką na sercu powiedzieć,że koncert zrobiła dobry! Ona niestety nie potrafi śpiewać na żywo co stara się ukryć pod perkusją na pierwszym planie,zagłuszającym wszystko.Polecam zobaczyć sobie troszkę innych wstępów,była ponad normę.